Blog "Po godzinach"

Od projektu, przez mieszkanie do remontu.

Samodzielne układanie płytek

Samodzielnie ułożenie płytek...

Zaoszczędzenie kilkunastu koła, wykonując remont łazienki osobiście.


Planując remont mieszkania, naturalnie szukamy oszczędności. Jednym z najczęstszych sposobów na obniżenie kosztów jest decyzja o samodzielnym wykonaniu części prac wykończeniowych. W sieci regularnie powraca to samo pytanie:

Czy będę w stanie położyć płytki i glazurę samodzielnie?

Komentarz po latach – perspektywa praktyka

Ten tekst pierwotnie pisałem około 9 lat temu, świeżo po ułożeniu moich pierwszych kafelków w życiu. Dziś, posiadając już spore doświadczenie w tej branży, patrzę na te zapiski z uśmiechem, ale i z dumą. Postanowiłem zachować ten poradnik w oryginalnej formie dla początkujących, dodając do niego współczesne, twarde wnioski z kolejnych lat doświadczeń na budowach. Zobacz, jak zacząć i na co naprawdę uważać!

PS. Możliwe, że pociągnę ten temat odnośnie remontów i wykończenia mieszkania (a nie siebie). Aktualnie, zgodnie ze swoją maksymą, już trzeci rok wykańczam kolejne nasze mieszkanie z przyległościami na zewnątrz. Powoli, bezpiecznie, bez kredytu i czasowej stancji (otwieram oczy i jestem już w robocie - robię przerwę na kawę jestem na wczasach agroturystycznych). A poczucie spokoju bez kredytu nieocenione. Już wkrótce na blogu dyskusyjna technologia opaski wokół budynku, mogąca powodować pękanie ścian i zawilgocenie.

1. Zrób własny rachunek sumienia – szybki test umiejętności

Otóż sam lub sama odpowiesz sobie na to pytanie najlepiej, wypisując na kartce plusy i minusy, polegając na swoim dotychczasowym doświadczeniu w podobnych pracach. Przeanalizuj poniższe punkty:

  • Czy miałeś okazję wykonywać jakieś częściowe naprawy lub wstawki (np. wymiana pojedynczych, uszkodzonych płytek, które odpadały)?
  • Czy pracujesz lub pracowałeś fizycznie?
  • Czy Twoja praca wymagała manualnego wytwarzania, obróbki lub napraw?
  • Czy po prostu lubisz majsterkować i nie jesteś kompletnym technologicznym antytalentem (nie masz dwóch lewych rąk)?
  • Czy cechuje Cię dokładność, upór, wytrwałość, a może wręcz perfekcjonizm?
  • Miałeś już kiedyś w ręku poziomicę, szlifierkę kątową, szczypce lub rysik? Wykonywałeś jakiekolwiek docinanie materiałów?
  • A może chociaż pomagałeś komuś przy podobnych pracach remontowych?

Jeśli kręci Cię majsterkowanie i lubisz domowe naprawy, to świetny wstęp. Musisz jednak pamiętać o kluczowym zasobie: czasie. Aby ułożyć płytki starannie i zgodnie z technologią, potrzebujesz czystej głowy i braku presji zegarka.

Uwaga logistyczna: układając kafle samodzielnie, robisz to zazwyczaj etapami. Oznacza to, że Ty i Twoja rodzina musicie przygotować się na dłuższy bałagan, a obiady przez pewien czas będą pochodzić z pizzerii lub cateringu. Jeśli jesteś gotów poświęcić urlop albo spędzać weekendy na budowie po ciężkim tygodniu pracy – masz szansę położyć gres tak, że końcowy efekt da Ci ogromną satysfakcję.

Glazurnik z łapanki czy własne siły?

Na pewno na początku nie zrobisz tego tak sprawnie i idealnie jak mistrz glazurnik, który tłucze metry dzień w dzień i ma wyrobiony automatyzm w rękach. Dla mnie to zajęcie zawsze miało charakter hobbystyczny – uważam się w tej dziedzinie za solidnego średniaka, bo prawdziwy fachowiec, który cyzeluje tylko jedną dyscyplinę, zawsze będzie szybszy i dokładniejszy od kogoś, kto robi wszystko. Znam jednak wielu "zawodowców", którzy pozycjonują się wysoko, a prezentują poziom, przy którym bałbym się oddać im łazienkę, by nie skończyło się to awanturą i sprawą w sądzie.

Dla mnie na budowie priorytetem nigdy nie była łatwa i szybka kasa, ale to, by robota była wykonana rzetelnie – niemal jak dzieło sztuki. Jeśli standard ekonomiczny lub średni w zupełności Cię zadowala – droga wolna. Jeśli jednak nienawidzisz takich robót, zawsze unikałeś młotka, a do płytek zmuszają Cię wyłącznie braki w budżecie, lepiej odpuść. Przemów żonie do rozsądku – taniej i zdrowiej dla małżeństwa będzie wynająć sprawdzoną ekipę.

W minionym stuleciu zapytałem jednego z glazurników, którzy układali mi płytki: „Ile muszę się uczyć, aby układać tak jak Pan?”. Usłyszałem w odpowiedzi: „Pierwszy obiekt trzeba spieprzyć, dlatego najpierw robi się u siebie”.

Po latach praktyki uważam, że niekoniecznie trzeba coś popsuć na starcie. Wszystko zależy od tego, jak surowo oceniasz swoją pracę. Człowiek uczy się na błędach i wyciąga wnioski. Każda kolejna łazienka, kuchnia, a nawet taras u zaufanego znajomego będą lepsze od poprzedniej. Trening czyni mistrza, dlatego jeśli masz pod ręką jakieś stare, zapasowe płytki, warto potrenować "na sucho".

Twoje zaangażowanie i determinacja mogą sprawić, że jako amator ułożysz płytki lepiej i dokładniej niż początkujący pomocnik tynkarza czy glazurnika, który u majstra przez rok tylko nosił gruz, a teraz sam "rządzi" na budowie. Strach o własną kieszeń to pozytywny stres – jeśli krzywo przykleisz płytkę, to ją skujesz i poprawisz, bo robisz to za swoje i dla siebie.


2. Niezbędne narzędzia glazurnicze na start

Samodzielne wykonanie prac wymaga zainwestowania przynajmniej kilku stówek w specyficzny sprzęt glazurniczy. Pomniejszy to oczywiście czysty zysk z zaoszczędzonej na robociźnie kwoty, ale narzędzia zostaną z Tobą na lata.

Narzędzia glazurnicze

Co będzie Ci potrzebne? Na liście zakupowej must-have muszą znaleźć się: gilotyna/maszynka do cięcia płytek, szlifierka kątowa z dobrą tarczą diamentową, paca zębata do nakładania kleju, wiadra, mieszadło, poziomice (tradycyjne lub laserowe) oraz system poziomowania płytek (klipsy i kliny), który dla początkującego jest zbawieniem.

Moja rada: Narzędzia można ewentualnie wypożyczyć, płacąc za dobę. Odradzam jednak nagabywanie znajomych o pożyczenie ich prywatnego sprzętu. Stara mądrość życiowa mówi jasno: „Żony, narzędzi pracy, komputera i samochodu się nie pożycza” – zbyt łatwo je uszkodzić i popsuć dobre relacje.


3. Studium przypadku: Jak "księgowy" zepsuł maszynkę ŁMGR II 800

Chciałbym się z Wami podzielić bardzo ważnym, technicznym spostrzeżeniem po latach użytkowania popularnej ręcznej maszynki gilotynowej do cięcia płytek – Walmer MGŁR II 800 (wersja na płytki do 80 cm, dająca spory zapas manewru). Swego czasu połasiłem się na nią, bo kosztowała niewiele poniżej 500 zł, podczas gdy profesjonalny sprzęt to wydatek rzędu kilku tysięcy. Dziś szczerze tego zakupu żałuję i chcę Wam wyjaśnić, dlaczego fabryczny błąd konstrukcyjny potrafi wykończyć nerwowo nawet zaawansowanego wykonawcę.

W maszynce tej zastosowano elementy z bardzo twardego kompozytu (takiego, z jakiego produkuje się kaski motocyklowe). Problem polega na tym, że całe ramię łamaka wykonane z tego tworzywa wykazuje ogromną sprężystość. Podczas próby przełamania twardego gresu, ramię mocno się ugina i amortyzuje siłę docisku. Nie ma tu mowy o sztywnym, czystym uderzeniu, jakie znamy z metalowych mechanizmów maszynek typu Monolit czy Rubi.

Wada konstrukcyjna Walmer MGŁR 800 - brakujący rand blachy
walmer-mglr-ii-800-small.jpg: Widok z góry. Centralny klin / rant z blachy kończy się za wcześnie przed czarnym liniałem oporowym.

Ukryta wada: Dlaczego Walmer odłamuje rożki płytek?

Wielu użytkowników zachodzi w głowę, dlaczego ta maszynka regularnie "szarpie" i odłamuje małe, kilkumilimetrowe trójkąciki (rożki) na samym końcu linii łamania płytki. Zepsułem kilkanaście kafli, zanim dokładnie przeanalizowałem geometrię tego urządzenia. Winny jest oszczędnościowy błąd konstrukcyjny.

Centralny, metalowy rand (podłużny klin z blachy przebiegający pod linią zarysowania), na którym opiera się i pęka naprężona płytka, jest za krótki o dosłownie 2 - 2,5 milimetra! Ta wypukła blacha po prostu nie dochodzi do samego końca – do poprzecznego liniału (barierki oporowej), o który zapieramy krawędź kafelka. W efekcie sam brzeg płytki wisi w powietrzu bez krytycznego punktu podparcia (co doskonale widać na załączonym obok zdjęciu fabrycznym).

Kiedy dociskasz sprężysty łamak, naprężenie na samym końcu nie idzie liniowo wzdłuż rysy, tylko ucieka w bok, bezlitośnie łupiąc narożnik płytki. Czasem ubytek powstaje tylko w dolnej warstwie gresu, co pozwala jeszcze ukryć błąd pod fugą, ale bardzo często płytka pęka całkowicie i ląduje w śmietniku, generując potężne koszty i frustrację.

Jak sobie z tym radzić, jeśli już masz ten sprzęt? Wypracowałem na to budowlany patent: po zarysowaniu linii rysikiem, musisz bezwzględnie cofnąć całą płytkę od barierki o około 1 centymetra w tył, tak aby krawędź płytki pewnie oparła się na metalowym klinie blachy i dopiero wtedy nacisnąć łamak. Walmer MGŁR II 800 daje na szczęście zapas długości blatu, więc fizycznie jest to wykonalne.

Wniosek jest jednak prosty: jeśli planujesz zakup maszynki ręcznej, omijaj niesprawdzone patenty oszczędnościowe. Lepiej poszukać dobrej, nawet używanej maszynki w pełni metalowej (jak Rubi czy Monolit), niż uczyć się geometrii na pękających ze wściekłości własnych płytkach.

2 niewybaczalne błędy Błąd 1 - plastikowy łamak - tworzywo "igliwo" nieważne spreżystość osłabia energię uderzenia i "kupa". Projektant tegoczegoś fizyki nie znał lub nie stosował się. Moment Energii uderzenia / nacisku osłabiana przechodzi w sprężystość, końcówka rączki na końcu potrafi kilka centymetrów sięugiąć i dopiero trach. A nie pyknięcie. Czyli na twardych płykach moment łamania jest na zasadzie łuku a nie uderzenia. Gresowych ulubionych Tubądzin Massa 60x60 wymiar 60/60 ba na terakocie Paradyż trójkąciki łupała. na płytkach 2 kategorii market ma jeszcze zaniżone parametry trochę lepiej, no i małe docinki już lepiej. I wiem oglądałem filmy na youtube zwolenników, mieli oni gliniane płytki. żałuję, że ten badziew kupiłem poonieważ w zakupie z dotacji rzutowało to na następny krajowy wynalazek a nie 1 dobry sprzęt zamiast nich. 2 Błąd 2 - chociaż 2 - 3 mm maksymalnie do poprzecznej krawędzi aby przylegał. I dodatkowy minus - ten klin /rant pomalowany z czasem farba na nim odpryskuje i wtedy nie przylega do płytki idealnie. to jest grubość farby jednak trochę leprza stal i nie malować. Tak jest ulepszej konkurencji. Ten wymiar płytek jest tródniejszy w cięciu niż duże formaty tamte to bajka. Są cieńsze czyli słabsze. W ostatniej pracy "Inwestorka" na 80 m po podłodze, wyliczyła płytki prawie co to joty:) Po prostu Żona mi powiedziała, że wierzy we mnie i jak jedna zapasowa mi strzeliła w zimne dni kiedy podało,odprawiałem czary przed łamaniem a w pogodne ciąłem na wodnej stolikowej (koledzy proponowali pożyczenie, ale zasady są zasady):)

4. Wykończenie narożników: Listwy kontra szlifowanie do 45 stopni

To jeden z najbardziej gorących tematów w nowoczesnym wykończeniu wnętrz. Obecnie panuje absolutna moda na szlifowanie (zacinanie) krawędzi płytek pod kątem 45 stopni, tak aby po zejściu się na rogu tworzyły idealny kant bez widocznego materiału bazowego. Wygląda to pięknie w katalogach, ale czy zawsze sprawdza się w życiu?

Jako konserwatywny praktyk często stoję w opozycji do tej mody i w wielu miejscach rekomenduję użycie **profili i listew wykończeniowych** (szczególnie aluminiowych, mosiężnych czy stalowych). Dlaczego? Argumenty są czysto użytkowe:

  • Trwałość i bezpieczeństwo: Mieszkanie jest dla nas, a nie my dla mieszkania. Narożnik zacięty na 45 stopni ma bardzo pocienioną, a przez to kruchą krawędź szkliwa. Wystarczy, że dziecko uderzy w róg twardą zabawką, niefortunnie pojedziesz rurą od odkurzacza albo wysuniesz stolnicę w kuchni – i masz brzydkie, wyszczerbione odpryski. Naprawa masami naprawczymi bywa widoczna i irytująca. Listwa metalowa skutecznie chroni kant przed uderzeniami mechanicznymi.
  • Trudność wykonania: Do idealnego zacięcia płytek pod kątem 45 stopni amator potrzebuje drogich, specjalistycznych przystawek lub maszyn wodnych. Robienie tego "z ręki" zwykłą szlifierką kątową wymaga niesamowicie wyrobionej, pewnej dłoni. Jeden fałszywy ruch i płytka za kilkadziesiąt (lub kilkaset) złotych ląduje w koszu lubnadaje się na docinki.
  • Spójność stylistyczna: Odpowiednio dobrana listwa wcale nie musi wyglądać tandetnie. Przykładowo, jeśli w strefie prysznicowej (walk-in) zainwestujesz w eleganckie listwy spadkowe, czołowe i przyścienne w kolorze szczotkowanej stali lub czarnego matu, to zastosowanie profili w tym samym stylu na zabudowie Geberitu czy przy umywalce stworzy spójną, przemyślaną i bardzo estetyczną kompozycję.

Oczywiście, są miejsca, gdzie listwy mogą razić (np. na niskich cokolikach, choć u siebie zrobiłem cokoliki łączone klasycznie na rogach i spełniają swoją funkcję znakomicie), jednak ostateczna decyzja zawsze należy do inwestora. Pamiętaj: estetyka musi iść w parze z funkcjonalnością.

Aktualizacja pojawiły się tańsze slidery do 45 stopni

5. Pułapki w marketach, czyli kontrola jakości płytek

Kupując materiał, zawsze dokładnie obejrzyj paczki przed ich odebraniem lub rozładunkiem. Wszystkie pęknięcia i wady mechaniczne należy zgłaszać od razu. Nie tłamacz sobie, że "pęknięta pójdzie na docinki". Przeglądanie paczek w sklepie zajmuje czas i bywa uciążliwe przy transporcie, ale oszczędzi Ci nerwów przy reklamacji – hurtownie i markety budowlane uznają zwroty i reklamacje **wyłącznie dla płytek nieprzyklejonych**.

Uwaga na "promocje" w marketach: Z własnego doświadczenia wiem, że partie promocyjne (nawet te z wyższej półki cenowej) potrafią mieć spore felerne niespodzianki. Zdarzyło mi się trafić na płytki o formacie 60 cm, gdzie różnice w wymiarach między kaflami wynosiły prawie 2 mm! Zamiast idealnego kwadratu otrzymujesz lekki prostokąt lub trapez. Przy wąskich fugach (1-1.5 mm) taki mankamet jest niemożliwy do zgubienia i wyrównania.

Jeśli już trafisz na taką partię, a zwrot jest niemożliwy (bo płytki np. długo leżały w garażu i dana partia wyszła z produkcji), musisz ratować się sprytem:

  • Zmień plany i zastosuj szerszą fugę (wąskie linie uwypuklą każdą krzywiznę).
  • Pierz felerne paczki i staraj się układać z nich całe skrajne, mniej widoczne rzędy.
  • Zwracaj uwagę na spód płytki – zawsze układaj je zgodnie z kierunkiem napisów lub strzałek montażowych nadrukowanych przez producenta.

Na koniec pamiętaj o jakości samego materiału. Moja pierwsza w życiu położona w kuchni terakota 40x40 cm miała deklarowaną IV klasę ścieralności. Niestety, jej wierzchnia warstwa przetarła się niezwykle szybko, jakby była jedynie pomalowana impregnatem, a nie wypalona w piecu ze solidnym szkliwem.

Podsumowując: czytaj specyfikacje, ucz się na błędach innych, planuj każdy ruch z poziomicą w ręku, a Twój pierwszy kafelkowy poligon zakończy się sukcesem i zaoszczędzeniem ładnych paru tysięcy złotych.

Ta strona wykorzystuje pliki cookies.
Zapoznaj się z Polityka bezpieczenstwa umieszczona na stronie.
Korzystajac ze strony, wyrazasz zgode na uzywanie plikow cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami Twojej przegladarki. Rozumiem